Czarna chmura nad kolarstwem - rozmowa z Przemysławem Niemcem, polskim kolarzem

autor: Polska Agencja Prasowa | 2011-05-23, 16:30 | źródło: PAP |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Zajmujący 21. miejsce po 15 etapach kolarskiego Giro d'Italia Przemysław Niemiec przygotowuje się do ostatniego tygodnia wyścigu. Jest już bardzo zmęczony, lecz i zadowolony. W poniedziałek, w dniu przerwy, polski debiutant nie odpoczywał, ale ciężko trenował.

PAP: Jak się jedzie w Giro?

Paweł Niemiec: Póki co, dobrze. Bałem się, jak zareaguje mój organizm, bo dotychczas najdłuższy wyścig, w jakim jechałem - Wyścig Pokoju, składał się z dziewięciu etapów. Teraz przejechałem już 15 i jest nieźle, choć przyznam, że ostatni weekend był naprawdę bardzo ciężki. W trzy dni pokonaliśmy 600 kilometrów. Jednak nie dystans jest najgorszy, a przewyższenie. W piątek i sobotę było po 4000 metrów różnicy wzniesień, w niedzielę - 6200 metrów, w sumie ponad 16 tys. metrów. Cały czas góra-dół, podjazdy i zjazdy, bez płaskich odcinków, na których można by odpocząć. Niedzielny etap to już była masakra.

Czy nie sądzi pan, że organizatorzy przesadzili z trudnościami? W niedzielę najlepsi kolarze dojechali do mety w czasie grubo ponad siedmiu godzin.

- Rzeczywiście, nigdy nie jechałem tak długiego - nie w sensie dystansu, ale czasu - etapu. Ale nie słyszy się głosów krytyki. Organizatorzy chcą spektaklu. Przy trasie czekają setki tysięcy kibiców, cieszą się, gdy przejeżdżamy. W peletonie wszyscy mówią, że jest ciężko, ale akceptują to. W końcu jazda na rowerze jest naszą pracą.

Jednak pracą niebezpieczną. Na trzecim etapie podczas zjazdu zginął Wouter Weylandt. Widział pan ten wypadek?

- Weylandt zjeżdżał przede mną. Widziałem tylko jego ciało w kałuży krwi. Na tym zjeździe jechałem ostrożnie.

Dziś w Hiszpanii poniósł przypadkową śmierć Xavier Tondo, którego zmiażdżyły automatyczne drzwi w garażu.

- Usłyszałem o tym na treningu. To szok. Jakaś czarna chmura zawisła nad kolarstwem. Ścigałem się i z Weylandtem, i z Tondo, ale nie znałem ich osobiście.

W Giro pomaga pan Michele Scarponiemu, który walczy o miejsce na podium?

- To było ustalone jeszcze przed startem, że cała drużyna pracuje dla Scarponiego, nawet Petacchi. Zostało nas już tylko sześciu, a z górskich pomocników - tylko ja. Walczymy, by Michele stanął na podium i wydaje się, że mamy na to szansę. Pierwsze miejsce jest zarezerwowane dla Contadora. Ja z siebie jestem zadowolony, inni ze mnie również i być może w tym roku wystartuję jeszcze we Vuelta a Espana. A wcześniej na pewno w Tour de Pologne.

Odpoczął pan trochę przed wtorkową jazdą na czas?

- Nie było mowy o odpoczynku. Trenowaliśmy na trasie czasówki, która jest bardzo trudna, pod górę, z kątem nachylenia dochodzącym do 12-13 procent. Tylko ostatni odcinek jest trochę wypłaszczony.

Jedzie pan najlepiej z Polaków, co można ocenić jako małą niespodzianką. Pan jest debiutantem, a Sylwester Szmyd startuje w Giro po raz 10.

- Sylwek jest od dłuższego czasu chory, bierze antybiotyki, ale chyba ukończy Giro, bo wydaje się, że najgorsze ma za sobą. Z kolei Michał Gołaś do mety na pewno nie dojedzie, ponieważ 28 maja... bierze ślub.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.