Jednoaktówka tragiczna pt. Triumfalny powrót Kubiaka do stolicy

autor: migelito | 2012-01-14, 19:42 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
(A taki tekst popełniony przeze mnie przypomniał mi się podczas oglądania dzisiejszej potyczki warszawskiej Politechniki z Jastrzębiem... Nie dla wrażliwych!)

Rzutka i sprawnie działająca PLPS S.A. zakończyła* trwający chyba od
przedwojnia spór o roboczej nazwie "Awantura o Michasia" rozgrywający
się pomiędzy AZS Politechniką Warszawską i panią prezes, KS Jastrzębskim
Węglem i panem prezesem, samym zainteresowanym siatkarzem, menago
Andrzejem Grzybem, połową Polski i nie daj Boże Zibim Bartmanem, bo nie
będzie co zbierać, gdy Zibi się zdenerwuje. W całej aferze związanej z
waznością kontraktu Kubiaka z warszawskim AZS-em i (domniemanym)
kontraktem podpisanym ze śląskim klubem brakuje chyba tylko - jak
zauwazył jeden z cwanych czytelników sportowych portali - watku
miłosnego. Nie, nie zajmiemy się nim dzisiaj, wszak tę notkę moga czytać
dzieci. Mimo to popuścmy nieco wodzów fantazji i podumajmy: jak
wyglądałaby przyszłość, w której sąd powszechny/polubowny/PLPS/PZPS/jakakolwiek wyższa instancja decydująca o miejscu pracy siatkarza/Masaj (niepotrzebne skreslić) zadecydował(a)by, że Michał Kubiak jest wciąz zawodnikiem klubu ze stolicy i mało tego, powinien niezwłocznie stawić się w Warszawie i wypełnić dwuletni kontrakt? Ohoho, to by było...

Występują:
Michał Kubiak
oraz
Koledzy z Ukochanego Zespołu

Miejsce akcji to szatnia siatkarskiego AZS-u Politechniki Warszawskiej, w
której mamy okazję zobaczyć kadrę stołecznego zespołu. Nastroje drużyny
są - delikatnie mówić - nie najlepsze, ale jak tu się dziwić ponurym
grymasom i smętnej postawie życiowej tych ludzi; wszyscy zawodnicy
spodziewają się dawno niewidzianego, lecz spodziewanego gościa...)

Michaś K., jeszcze do niedawna dumny reprezentant KS Jastrzębski Węgiel,
wchodzi do szatni AZS-u. Przekracza jej próg niepewnym krokiem, jest
wyraźnie spięty i zdenerwowany, ale próbuje maskować to wymuszonym,
sztywnym jak regulamin PLPS uśmiechem. Nagle cała uwaga warszawskiego
zespołu koncentruje się na przybyszu. Wszystkie oczy są zwrócone na
mocno speszonego całą sytuacją Kubiaka. Grupa wysokich i silnych facetów
wydaje się być w jednej chwili panem życia i śmierci. Wiadomo, czyjego
życia i czyjej śmierci. Nerwowa atmosfera jest tak nerwowa, że byle
płomyk z zapalniczki mógłby wywołać w szatni eksplozję potężniejszą od
wybuchu stu butli z gazem. Każde spojrzenie "z byka" jest jak sztylet
wymierzony prosto w tętnice Kubiaka, w tej chwili nawet libero wydaje
się być krwiożerczym Michajłowem.

Kubiak (stara się być spokojny):

Cześć, chłopaki. No trochę głupio wyszło z tym wszystkim, ale teraz jestem i fajnie będzie z Wami zagrać.

(Drużyna milczy. Struna narastającej ciszu powoli okręca się wokół gardła syna marnotrwanego. Kubiak przełyka gęstą ślinę).

Nie,
naprawdę, bardzo fajnie, że zagram z Wami w tym sezonie. Pobawimy się,
powspominamy, pogadamy jak dawniej. Będzie o czym gadać, na przykład
powiem Wam, jak są urządzone siłownie w Jastrzębiu. Bajeczka. Tutaj też
by się taka przydała...

(Kubiak dopiero po paru
straconych na wieki sekundach uświadamia sobie, że wcale nie poprawił
swojej sytuacji. Drużyna milczy. Do pełnej grozy sytuacji brakuje tylko
mgły wojny i szram na policzkach).

Ale poza tym to
jestem w dobrej formie. Naprawdę, to nie jest tak, że przez ten czas
się obijałem, tylko naprawdę pograłem. Nawet ostatnio dostałem tytuł MVP
w meczu. I to nawet z... (Kubiak nagle przerywa, gdyby tylko jego
ręką nie była jak z ołowiu, potężnie uderzyłby się w czoło. Drużyna
milczy. Wrogie spojrzenia stają się teraz mordercze)

(Kubiak, jak gdyby nic się nie stało, próbuje ożywić atmosferę)

Widziałem
Was ostatnio i naprawdę, ludzie, coś Wam nie idzie w tej lidze. Zero
przyjęcia, atak taki sobie. Jakby Wam kogoś brakowało, serio. Wiem, że
jest ciężko, że teraz nie ma w lidze ogórczanów ani innych Freriksów, no
ale sami przyznacie, że nie jest super Jeden Memoriał, to się z Was
Wanio śmiał, że przyjmujecie w buraki, pierwszy mecz ligi, to za każdym
razem coś nie tak. Tak Was oglądałem i myślałem sobie: kuuurde! jak oni
grają! Ja bym z takiego zespołu uciekał... NIE! NIE UCIEKAŁ! Nieeeeee,
skąąąądżeee, zawsze trzeba pomóc, jak się nie wiedzie, nawet jak nie ma
szans na jakieś tam piąte miejsce... To znaczy... wiecie, o co mi
chodzi.

(Zespół aż za dobrze wie, o co Kubiakowi chodzi. Kubiak aż za dobrze rozumie, w co się teraz wpakował. Gdyby tylko czuł nogi... Jak by się kurzyło...)
(Kubiak nie wytrzymuje i krzyczy z żalem:)

Dobra! Dobra! Po prostu chodziło o Bartmana! Przecież on jest dla mnie jak
brat! Jak ojciec! Jak brat i ojciec! Jak dwóch ojców, nie, jak ojciec i
matka! Bez zboczeństw! No co ja bym bez niego zrobił? Siedział we
Włoszech i wpieprzał makarony? On tak mówiłe fajnie, przymilnie, tak
namawiał: chodź, Misiu, pogramy razem w jednym klubie, tak tu na Śląsku
fajnie, kupiłem ostatnią FIFĘ, przynieś pada, szampana z lodówki też... (płaczliwie-rozpaczliwie) Panowie. Ja bez Zbysia długo nie mogę. Uwierzcie. Ja nawet o kwocie
odstępnego za przedwczesne zerwanie kontraktu zapomniałem, żeby tylko ze
Zbysiem poprzyjmować na klatę. Mnie tam zwisa i powiewa Jastrzębie,
Warszawa, Lublin, Katowice, nawet ten brązowy medal bez Zbysia to nie to
samo. (Stara się uspokoić) To co? Zapominamy o sprawie i jedziemy dalej?

Dowolny gracz AZS-u PW (wstaje z ławki i podchodzi do zlęknionego brakiem jakiegokolwiek przyjęcia w swojej drużynie [i nie jest to dowcip dotyczący tegorocznej PlusLigi, złośliwce!] Kubiaka)

Nie. Nie zapominamy. I jedziemy dalej, ale bez zbędnych kilogramów.

(Odwraca się do swoich kolegów)

Panowie, wydaje mi się, że tym razem na nerkach się nie skończy.

(Pozostali
zbliżają się powoli do zlęknionej i panikującej masy białkowej zwanej
także Michałem Kubiakiem. Resztę sceny pozostawiam wyobraźni
Czytelników, podpowiem tylko, że nie poprzestano na zwykłej kocówie...)

Koniec

*na jakiś czas, wszak prezes Dolecka wciąż upomina się o swoje, tzn. rację,
sprawiedliwość i zasłużone parę patyków za przedwczesne rozwiązanie
kontraktu przez Kubiaka**. Wydawać by się mogło, że to słuszne
postępowanie, ale... czy warto się męczyć w sytuacji, gdy nawet Mister
Muscle Cię nie wyręczy?
** Jak się okazuje, żądania prezes Doleckiej niekoniecznie są tak słuszne, jakby się
wydawało: http://www.sportowefak...jne-fakty/
Morał z tego taki, że w niektórych przypadkach jeden Grzyb w
warszawsko-jastrzębski barszcz to stanowczo za dużo. CZY TO SIĘ NIGDY
NIE SKOŃCZY?!

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
Boss

Genialny tekst i fajny dystans do tej chores sytuacji! Z niecierpliwoscią czekam na kolejny tekst, który naprawdę pozawala się odprężyć!

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
migelito

Nowy tekst powstanie, gdy wena przybędzie, a o nią w okresie przedsesyjnym niełatwo :P Ale obiecuję, że pomyślę nad kolejnym wątkiem tej historii, ba! już wiem, kto wystąpi w kolejnym odcinku przygód Michasia Awanturniczka... :P

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
ana

No dobrze, panie autorze, a kiedy coś nowego naskrobiesz? :P Ładnie to tak chodzić tylko na łatwiznę, wcześniej popełnione teksty wklejać, gdy można nowe wątki dodać - zwłaszcza do tej historii? Wierzę, że przy tym fundamencie powstałby wspaniały hit! :P

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0
paranienormalna

weeeeeeee w takim momencie skończyć?!:P ale serio, dokładnie wyobraziłam sobie Kubiaka w tym jego monologu i mówię - jak gdybyś mu to z ust wyjął! mam nawet przed oczami ten jego wyraz twarzy, gdy coś w nim pęka i wyznaje, że wszystko od początku kręciło się wokół Zbysia... :D ten fragment pobił wszystko i wszystkich :P

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj 0