Powrót Henry'ego do Arsenalu
autor: Patryk_Kurkowski | 2012-01-11, 10:52 |
Błyskotliwy, imponująco szybki, perfekcyjnie opanował sztukę panowania nad piłką i inteligentny - wrażenie takiego zawodnika pozostawiał po sobie od młodych lat dziecięcych, co dostrzegli skauci AS Monaco, gdy wybrali się na jeden z meczów juniorskich. Thierry Henry strzelił wówczas aż siedem goli, a w sezonie potrafił przekroczyć 100.
Miłośnikiem talentu Titi okazał się Arsene Wenger, który od początku ustawiał go na środku ataku (zadebiutował w wielu ledwie 17 lat), gdzie Henry czuł się swobodnie niczym ryba w wodzie. Francuski szkoleniowiec został jednak zwolniony w 1994 roku, ze względu na słabe wyniki AS Monaco (dopiero dziewiąte miejsce w Ligue 1).
Ani jego następcy w AS Monaco (Jean Petit, Jean-Luc Ettori, Gerard Banide, Jean Tigana), ani też wielki Carlo Ancelotti w Juventusie Turyn nie dostrzegli w nim tego, co widział Wenger. Toteż Henry'emu powierzano zadania eksperymentalne - musiał tułać się - zupełnie nie w swoim stylu - po skrzydle, co odbiło się na efektywności; włoski szkoleniowiec spisał go na męki, nakazując mu angażować się w obronę.
Wenger przypomniał sobie o geniuszu Henry'ego, obejmując posadę pierwszego trenera Arsenalu. Właściwie chyba tylko on dostrzegł w nim piłkara, na którym możnaby oprzeć wszystko. Od którego możnaby oczekiwać i genialnych występów, i genialnych bramek.
Do Kanonierów Titi ewakuował się z chęcią, za co w pełni się odwdzięczył. W Premier League trzykrotnie został wybrany najlepszym zawodnikiem, czterokrotnie sięgał po koronę króla strzelców. Henry natchnął Arsenal, a Arsenal natchnął Henry'ego. To była transakcja wiązana. Londyńczycy przez kilka lat utrzymywali się na ligowym podium, wznosili też inne wyspiarskie trofea. By dzieło dopełnić zabrakło tylko sukcesu w Lidze Mistrzów.
Henry był tak spragniony triumfu w tych rozgrywkach, że zawędrował aż do FC Barcelony, gdzie nie tylko stał się jednym z wielu, ale też systematycznie podupadał. Trudno powiedzieć czy wyniszczyła go nowa rola w zespole (coraz rzadziej znajdował miejsce na środku ataku, nad czym wielokrotnie ubolewał), czy po prostu otoczenie innych wybitnych zawodników. Opuszczał Katalonię po przeciętnym sezonie - w 62 meczach uzbierał ledwie osiem trafień i cztery asysty. Tak nisko nie upadł od czasów gry w Juventusie Turyn.
Ostatnie miesiące spędził niczym na zesłaniu - za oceanem, w niezbyt popularnej, choć chętnie podbierającej niegdyś wielkie gwiazdy, by w ten sposób wzbudzić zainteresowanie - w USA.
Do Arsenalu wrócił w listopadzie, gdy New York Red Bulls odpadli w play-off MLS z Los Angeles Galaxy. Tam zresztą zakotwiczyła inna niegdyś wielka ikona Premier League - David Beckham. Henry wrócił, by móc trenować i utrzymać wysoką formę. I już w styczniu będzie miał okazję, żeby się odwdzięczyć, bo "Kanonierzy" wypożyczyli go na dwa miesiące.
Zaloguj się aby dodać komentarz
Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.