Poranni przespali szansę

autor: Sebastian Szczytkowski | 2012-01-26, 02:23 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Zachowując odpowiedni dystans, prześledziłem w pamięci raz jeszcze sobotnie sparingi Portowców. Prawie czterogodzinny maraton z podopiecznymi Marcina Sasala w pierwszoplanowych rolach, odpowiedział na kilka pytań, choć mogłoby się wydawać, że to tylko pospolite gry kontrolne.

Przed południem, kameralne grono kibiców spotkało się z bezpośrednim zapleczem pierwszoligowej kadry. Frekwencja - taka sobie, choć lepszym słowem będzie: adekwatna do klasy rywala - trzecioligowej Pogoni Barlinek i zestawienia szczecinian, w którym zamiast gwiazd, pojawili się przede wszystkim młodzieżowcy i dublerzy.

- Sparing ma charakter typowo szkoleniowy, ale może mieć znaczenie dla przyszłości w klubie kilku graczy - uchylił rąbka tajemnicy trener Marcin Sasal. - Mamy w kadrze sześciu defensywnych pomocników. Aby grali wszyscy, mecze ligowe musiałyby trwać dwie godziny - tym zdaniem zwrócił pośrednio moją "poranną" uwagę na Adriana Łuszkiewicza.

Łuszkiewicza, który dominował ligowym ograniem i doświadczeniem nad niemal całym składem Portowców, jednak nie potrafiącego przekonać mnie do pozytywnej oceny swojego występu. Zamiast jednoznacznie potwierdzić swoje panowanie w środku pola nad bądź co bądź trzecioligowcami, to przeplatał efektowne odbiory i niezły przegląd pola z bardzo prostymi błędami.

- Nie rozglądam się nad nowym pracodawcą, moim marzeniem jest gra w podstawowym składzie Pogoni i jestem gotów zrobić dużo, by to osiągnąć. Mogę spróbować zmienić pozycję, zmierzyć się z grą na boku obrony - opowiadał kilka dni po konfrontacji z trzecioligowcami piłkarz. Pomysł pozostawię bez komentarza, wszak mogę się mylić i będzie mi wówczas wstyd.

Generalnie szczecinianie nie zachwycili mnie w tej potyczce. Nie podzielam optymizmu części kibiców i uczestników tego średniego widowiska. Strzałów jak na lekarstwo, składnych akcji tyle, co kot napłakał. - Brakuje jeszcze trochę rytmu meczowego i pewności – tłumaczył Radosław Wiśniewski, osamotniony na szpicy i odcięty od podań.

Przy pomyślnych dla Barlinka wiatrach, Portowcy nie musieli tego meczu wygrać. Szczęścia pod ich bramką zabrakło jednak trzykrotnie dynamicznemu skrzydłowemu – Szymonowi Matuszewskiemu. Bez błysku zaprezentowało się jeszcze kilku zawodników, a szczególnie ci ocierający się jeszcze niedawno o podstawowy skład Pogoni.

Brawa za poranny występ należą się natomiast Damianowi Kostkowskiemu, coraz pewniej poczynającemu sobie w roli stopera i Bartoszowi Fabiniakowi, który po jednym z rzutów wolnych popisał się bajeczną robinsonadą. Ten drugi zaczarował w sobotę bramkę Pogoni, bo zaczęła ona tracić gole dopiero kilka chwil po jego zejściu z murawy.

Powód do umiarkowanej radości mieli również młodzi Rafał Gutowski i Norbert Neumann, autorzy pierwszych goli dla Pogoni w nowym roku. Gdyby trenowali w Cracovii, ich nazwiska trafiłyby na czołówki gazet. - A tak pozostaje mi tylko osobista radość - przytakiwał drugi, tuż po ostatnim gwizdku.

Drużyna Pogoni Barlinek stoczyła z Portowcami wyrównany bój.

Znacznie mniej zaskoczeń dostarczył mi kolejny tego dnia sparing, przeciw KS Polkowice. Najbardziej zaskakująca w całym spotkaniu była chyba pogoda. Drużyny przywitała mżawka, następnie koszmarna wichura, a pożegnał śnieg.

Marcin Sasał wysłał do boju jedenastkę, będącą niemal wierną kopią tej, która w fantastyczny stylu kończyła piłkarską jesień. Gra, zgodnie z przewidywaniami, toczyła się pod dyktando szczecinian. Goście długo ograniczali się do kontrataków, a po przerwie zagrali jeszcze słabiej, czego nie ukrywał ich szkoleniowiec Janusz Kudyba.

Elementem wyróżniającym starcie spośród szeregu innych sparingów były debiuty w barwach Pogoni Adriana Budki i Wojciecha Golli. Ich ocenę postawiam szkoleniowcowi, którego słowa, z powodu przemijania dni, delikatnie parafrazuje. - Budka potwierdził to, co już o nim wiedziałem. Golla niebawem może dorównać poziomem Szałkowi, a na wyróżnienie zasługuje Łukasz Zwoliński – chwalił wychowanka klubu Sasal.

Po pojedynku z polkowiczanami przygodę z Pogonią zakończył Łotysz Antons Jemelins, który nie zachwycił sztabu szkoleniowego do tego stopnia, aby związać się kontraktem z liderem pierwszoligowej tabeli. I w ten oto sposób raczej nie dowiem się - dlaczego zapewniający o swoich problemach z "angielskim" stoper po pięciu minutach płynnie dość odpowiada na pytania w tym właśnie języku.

I don't understand, bo tego zrozumieć rzeczywiście się nie da.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.