Odegrać się za Pekin - rozmowa z bokserem Rafałem Kaczorem

autor: Polska Agencja Prasowa | 2008-10-01, 10:13 | źródło: PAP |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Rafał Kaczor, aktualny bokserski mistrz Polski w wadze muszej i olimpijczyk, ostro trenuje, by na rozpoczynających się 6 listopada Mistrzostwach Europy w Liverpoolu powetować sobie niepowodzenie podczas igrzysk w Pekinie.

PAP: Już na samym początku olimpijskiego turnieju trafił pan na wymagającego rywala.

Rafał Kaczor: Rzeczywiście, los nie bardzo mi sprzyjał. W swojej grupie wylosowałem "jedynkę", Kazacha Mirata Sarsembajewa, brązowego medalistę mistrzostw świata w 2005 roku, mistrza Azji. Zawodnik ten jest na tym kontynencie dobrze znany, co stanowiło dla niego pewien handicap. Nie było jednak mowy o żadnych kompleksach i obawach z mojej strony. Do igrzysk byłem bardzo dobrze przygotowany, chociaż brakowało trochę walk z liczącymi się pięściarzami.

Znał pan styl walki swojego pierwszego przeciwnika?

- Oglądałem go na wideo podczas dwóch turniejów. Z obserwacji wynikało, że jest to zawodnik boksujący bardzo fizycznie, lubi walkę w półdystansie i wymianę ciosów, co mi odpowiadało. Ale prawdopodobnie Kazach też oglądał moje pojedynki i wiedział, że od początku przyjmuję walkę, więc zupełnie zmienił styl boksowania. Od razu "włączył wsteczny bieg" i niemal cały czas się cofał. To skomplikowało mi taktykę. W pierwszej rundzie dwukrotnie mocno go trafiłem i wtedy zaczął klinczować i przetrzymywać, ale ostrzeżenia nie dostał. Nie dało się ukryć, że sędziowie sprzyjali mojemu rywalowi i po dwóch rundach wypracował sobie mimo wszystko przewagę punktową, gdyż sędziowie nie zaliczyli mi kilku celnych uderzeń.

Taka sytuacja wymusiła zmianę pańskiego stylu walki?

- Kazach miał za zadanie tylko utrzymać zdobyta przewagę, a ja musiałem ją zniwelować. Postawiłem więc wszystko na jedną kartę i poszedłem na maksa do przodu. Siłą rzeczy musiałem się odkryć. On kilka razy skontrował i znowu umykał po ringu i pajacował, a mnie pozostała gonitwa. Sędzia zwracał mu uwagę, by podjął walkę, ale, jak wcześniej zaznaczyłem, nie można było liczyć, że znany w Azji Kazach będzie ostro potraktowany. Trudno, przegrałem.

Co odczuwał pan po walce?

- Sportową złość i rozczarowanie. Sarsembajew wydawał się zawodnikiem do przejścia. Szkoda mi było długich i intensywnych przygotowań. Ale zapewniam, że nie straciłem optymizmu, wyciągnąłem wnioski z igrzysk i wierzę, że jeszcze stać mnie na spore sukcesy.

Zafundował pan sobie wakacje po igrzyskach?

- Mieliśmy z żoną w planie pojechać do Tunezji lub Egiptu, ale nic z tego nie wyszło. Postanowiłem, że należy przede wszystkim utrzymać dobrą formę do Mistrzostw Europy w Liverpoolu, a więc po krótkim odpoczynku znowu przystąpiłem do intensywnych treningów.

Jak wygląda rozkład pańskich zajęć do europejskiego czempionatu?

- Jeszcze przez dwa dni będę trenował w rodzinnym Wałbrzychu pod okiem taty (Zenon Kaczor odnosi sukcesy z bokserami młodzieżowymi, a w poprzednim sezonie wywalczył z zawodnikami AKS Strzegom drużynowe mistrzostwo Polski - dop. PAP), który najlepiej zna moje atuty i bokserskie braki. Za głównego rywala podczas sparingów mam Mariusza Burzyńskiego, także wałbrzyszanina, który w tych dniach wywalczył po raz drugi młodzieżowe mistrzostwo Polski, a wcześniej pokonałem go w finale mistrzostw Polski seniorów.

Potem wyjeżdżam na dwutygodniowe zgrupowanie do Wisły, gdzie będziemy pracować nad siłą i wytrzymałością, m.in. biegając po górach, a następnie czekają nas we Władysławowie - Cetniewie dziesięciodniowe sparingi, prawdopodobnie z udziałem pięściarzy z Armenii oraz treningi ukierunkowane na szybkość i dynamikę. 1 listopada wylecimy z Gdańska do Liverpoolu. Jestem w dobrej formie, co potwierdziłem wygrywając we Wrocławiu ostatni turniej Grand Prix Polskiego Związku Bokserskiego. Chcę ją utrzymać do mistrzostw i odegrać się za Pekin. Stać mnie na jeden z medali.

Kto może panu w tym przeszkodzić?

- Na pewno Rosjanin Georgij Bałakszyn, który w Pekinie pokonał "mojego" Kazacha oraz Włoch Vincenzo Picardi. Obaj zdobyli w Pekinie brązowe medale. Bardzo groźny może być czarnoskóry Anglik Khalid Yafai, który zrobił znakomite wrażenie podczas przedolimpijskiego turnieju kwalifikacyjnego w Pescarze. Ale zarówno Włocha, jak i Anglika zwyciężyłem krótko przed igrzyskami podczas Mistrzostw Unii Europejskiej we Władysławowie, więc jestem dobrej myśli. Zdaję sobie sprawę, że gospodarzom nawet ściany pomagają i że Anglik "spręży się" wyjątkowo przed własną widownią. Ale jestem nastawiony bojowo i zapewniam, że tanio skóry nie sprzedam. Muszę mądrze boksować i nie dać się ponieść emocjom.

A po Liverpoolu - spóźnione wakacje?

- Bardzo chciałbym pojechać gdzieś do ciepłych krajów, by wynagrodzić żonie długie rozłąki. Coś się jej należy za prowadzenie domowego gospodarstwa i wychowywanie naszego synka, Fabiana. Może tym razem uda się te plany zrealizować.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.