Grzegorz Burzyński uratował życie hiszpańskiemu maszerowi

autor: Adam Zasimowicz | 2012-02-08, 08:38 | źródło: PAP |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Grzegorz Burzyński uratował życie hiszpańskiemu maszerowi, który uległ wypadkowi podczas treningu w lesie w regionie Rodano-Alpejskim. Według lekarzy ze szpitala w Grenoble, gdzie przetransportowano poszkodowanego, był on bliski śmierci z powodu wychłodzenia.

30-letni katowiczanin na 10. pozycji w klasie sań ukończył w sobotę w Hiszpanii 22. ekstremalny wyścig psich zaprzęgów - Pirena Advance. Był jedynym Polakiem w tej imprezie i najmłodszym uczestnikiem. Po zawodach pojechał do małej francuskiej miejscowości Vassieux-en-Vercors by tam przygotowywać się do obrony zdobytego dwa lata temu tytułu mistrza Europy.

- Kiedy wieczorem zakończyłem trening, zobaczyłem dwa psy ubrane w szelki, które same przybiegły. To mnie zdziwiło. Od razu pomyślałem, że z ich panem musiało się stać coś niedobrego. Wziąłem lampkę i udałem się na poszukiwania. Po mniej więcej dwóch, może trzech kilometrach, zauważyłem będącego w nietypowej pozycji pod drzewem człowieka - powiedział PAP Burzyński.

Zawodnik klubu Travois Katowice jest również członkiem Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Jak przyznał, przydała mu się wiedza oraz doświadczenie przy wypadku, któremu uległ hiszpański stomatolog, 51-letni Mian Armengol, szykujący się również do mistrzostw Europy we Francji (17-19 lutego).

- Podejrzewam, że po uderzeniu w drzewo, stracił przytomność, gdyż nie mogłem nawiązać z nim kontaktu. Co gorsza, kolor jego skóry wskazywał, że nastąpiło mocne wychłodzenie organizmu. Był wielki mróz, minus 23 stopnie, do tego silny wiatr i padający śnieg. Ponieważ w tym rejonie nie było zasięgu, bym mógł przez telefon wezwać pomoc, zostawiłem przy poszkodowanym lampkę i zbiegłem do wioski, gdzie powiadomiłem pogotowie. Aby nie tracić czasu pojechałem samochodem po Hiszpana, zwiozłem go z góry, a karetka przybyła po około 45 minutach - zrelacjonował Burzyński.

Mian Armengol przetransportowany został helikopterem do szpitala w Grenoble, gdzie odzyskał przytomność. Zdaniem lekarzy dzieliło go od śmierci 20 minut. Podkreślili też w rozmowie z miejscową telewizją profesjonalną postawę Polaka w ratowaniu życia poszkodowanego maszera. Nagrano również wywiad z Burzyńskim, który pomyślał także o pozostawionych przez Hiszpana 14 psach.

Absolwent Politechniki Śląskiej w Gliwicach jest mistrzem Europy w średniodystansowych wyścigach psich zaprzęgów o wszechstronnych zainteresowaniach: żeglarz jachtowy, szkutnik, instruktor kajakowy (przewodnik spływów), płetwonurek, także podlodowy.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.