Roman Paszke zamierza ponowić rejs dookoła globu w listopadzie

autor: Polska Agencja Prasowa | 2012-01-07, 16:43 | źródło: PAP |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Roman Paszke, który z powodu uszkodzenia jachtu przerwał rejs dookoła globu i w sobotę dobił do nabrzeża argentyńskiego Rio Gallegos, nie zamierza go kontynuować. Natomiast myśli o ponownej próbie bicia rekordu tą samą trasą pod wiatr w listopadzie.

W sobotę o siódmej rano czasu polskiego (o trzeciej lokalnego), po 25 godzinach żeglugi z uszkodzonym lewym pływakiem i pokonaniu od momentu awarii ok. 180 mil morskich, "Gemini 3" asystowany przez holownik, zacumował przy nabrzeżu miejskim Rio Gallegos nad rzeką Gallegos, 5 km powyżej jej ujścia do Atlantyku. Był to jedyny w zaistniałej sytuacji bezpieczny port osiągalny dla potężnego katamaranu (długość 27,43 m, szerokość 14 m, wysokość masztu 33 m).

Ostatnie manewry dokonywane były w nocy, w silnym deszczu i praktycznie bez oświetlenia. Obecne miejsce postoju jest tymczasowe i otwarte na ciągłe zmiany przypływów oraz odpływów sięgających sześciu metrów różnicy, co wymaga stałej obsługi cum. Natychmiast po przybiciu do brzegu Paszke rozpoczął wypompowanie wody z lewego pływaka i dokonał analizy uszkodzeń.

- Najważniejsze, że udało się ocalić jacht. Ale teraz praca, która nas tu czeka, jest co najmniej dwukrotnie cięższa niż na morzu; jednak musimy to zrobić jak najszybciej - powiedział kapitan, który w chwili awarii znajdował się 314 mil morskich od przylądka Horn.

Jak podkreślił, czuje się sportowcem i dlatego nie interesuje go turystyczne pływanie. Ponieważ bardzo precyzyjny regulamin bicia rekordu nie zezwala na kontakt żeglarza z lądem podczas próby, Paszke nie będzie kontynuował tego rejsu, który rozpoczął 14 grudnia z Wysp Kanaryjskich. Natomiast zamierza ponowić atak na rekord jeszcze w tym roku, być może w listopadzie, jednak wszystko zależy od tego, jak poważne jest uszkodzenie "Gemini 3".

Obecnie na jachcie pracują dwie osoby portowe, ale najważniejsze roboty naprawcze będą realizowane przez Zespół Brzegowy Rejsu, którzy w najbliższych dniach ma przybyć z Polski. Jednym z podstawowych wyzwań będzie znalezienie w tym regionie odpowiedniego samojezdnego dźwigu zdolnego do wyjęcia katamaranu z wody. Trzeba będzie podnieść co najmniej kilkunaście ton. Dopiero po wydobyciu jachtu z wody możliwe będzie dokładne oszacowanie zniszczeń.

- Roman uzyskał wszechstronną pomoc ze strony konsulatu przy ambasadzie RP w Buenos Aires, pomimo oddalenia Rio Gallegos od stolicy o dwa i pół tysiąca kilometrów. Kapitan jest bardzo zmęczony, ale w dobrym zdrowiu i po kilkugodzinnym odpoczynku chce jak najszybciej rozpocząć prace przywracające jachtowi pełną sprawność morską. Bardzo dziękuje wszystkim za okazywaną życzliwość w tych trudnych chwilach - poinformował szef komunikacji rejsu Janusz Cieliszak.

Dotychczas trasę pod wiatr (kurs z Europy najpierw na Horn) pokonało sześciu żeglarzy, natomiast z wiatrem (kierunek na RPA) blisko 200. Oba rekordy należą do Francuzów. Jean-Luc van den Heede płynął drogą, jaką pokonywał Paszke, 122 dni od listopada 2003 do marca 2004 roku, natomiast Francis Joyon, w przeciwną stronę, 57 dni na przełomie 2007 i 2008 roku.

Paszke wspomniał, że van den Heede rekord ustanowił dopiero za trzecim podejściem. Gdańszczanin wyraził nadzieję, że w jego przypadku nie sprawdzi się powiedzenie "do trzech razy sztuka".

Obecnie samotny rejs dookoła świata odbywa olsztyński żeglarz Tomasz Cichocki na jachcie "Polska Miedź", który po minięciu Australii i Nowej Zelandii zbliża się do przylądka Horn z drugiej niż Paszke strony.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.