Aleksandra Socha: Amerykańskie święta z polską Wigilią
autor: Polska Agencja Prasowa | 2011-12-24, 14:44 | źródło: PAP |
Wicemistrzyni Europy w szabli Aleksandra Socha po raz drugi w życiu Boże Narodzenie spędzi w USA z rodziną męża, ale na wigilijnym stole dominować będzie kuchnia polska, bo... najlepsza. - Do spróbowania karpia nie zmusi mnie jednak żadna tradycja - przyznała.
Od prawie dwóch lat dzieli życie między Portland i Warszawę. - Oregon i całe północno-zachodnie wybrzeże to dla mnie koniec świata. Tak nazywam te okolice, ponieważ stąd wszędzie jest daleko. Na święta lecę na drugi kraniec Stanów Zjednoczonych do rodziny męża, który jest oficerem amerykańskich sił zbrojnych - powiedziała PAP Socha.
- Nie chcę tracić ani chwili z treningów, więc zjawię się tam w Wigilię rano i wcielę się w rolę gwiazdkowego Mikołaja. Sama nie jestem wymagająca w kwestii prezentów. Zawsze z każdego byłam zadowolona, cieszył mnie najmniejszy nawet drobiazg. I tak zostało, choć mam kilka marzeń - dodała z uśmiechem.
Obsada przy wigilijnym stole będzie międzynarodowa, ale będą dominować polskie potrawy. - Kuchnia polska jest najlepsza i nie ma sensu nic zmieniać. Zresztą pierogi i kutię mogłabym jeść każdego dnia. Z kolei nie znoszę ryb, więc do karpia nie przekona mnie najświętsza nawet tradycja. Akcentem amerykańskim będzie niezliczona ilość słodkich pyszności - podkreśliła.
Socha w USA trenuje od dwóch lat pod okiem Edwarda Korfantego - polskiego szkoleniowca, który z Amerykankami święcił wielkie triumfy, z dwukrotnym mistrzostwem olimpijskim Mariel Zagunis.
- Wszystko odbywa się za zgodą Polskiego Związku Szermierczego, trenera kadry Andrzeja Molatty, klubowego - Piotra Stroki i... polskiej armii, której barwy również reprezentuję. Bardzo tęsknię za Polską, za moim mieszkaniem w Warszawie, za przyjaciółmi. Niedługo będę tęsknić też za mężem, bo najpierw przeniesiono go na wschodnie wybrzeże USA, a niedługo wyjeżdża na misję do Afganistanu. Mimo to postanowiłam zostać jeszcze w Portland. Dalsza praca z Edkiem w perspektywie igrzysk w Londynie okazała się możliwością, z której nie mogłam nie skorzystać - wyjaśniła.
Z 2011 roku jest bardzo zadowolona - w Sheffield została wicemistrzynią Europy. - Jestem z tego dumna, gdyż to mój upragniony medal indywidualny wielkiej imprezy po siedmioletniej przerwie. Kilka dni później wywalczyłam dwa złote medale, także w drużynie, Światowych Igrzysk Wojskowych w Rio de Janeiro. To były sportowo chyba najpiękniejsze tygodnie w karierze. Złote tygodnie, bo taką wartość ma też dla mnie srebro z Anglii - podkreśliła.
Na sukcesy żmudnie pracowała, choć wysiłek miał swoją cenę. - Nawet pięć, sześć godzin dziennie. Za wysiłek w pierwszej części sezonu zapłaciłam w drugiej. Teraz myślę, że mój organizm nie wytrzymał takiego obciążenia i w końcówce sezonu odbiło się to na mojej formie. Nie zdążyłam nabrać świeżości przed październikowymi mistrzostwami świata w Katanii. Żałuję, że na najważniejszej imprezie byłam dopiero 34 - powiedziała Socha.
Teraz jej celem numer jeden jest wywalczenie olimpijskiej kwalifikacji. - W rankingu światowym jestem obecnie siódma, a awans w pierwszej kolejności uzyska czołowych 12 szablistek. Do zakończenia kwalifikacji pozostały jeszcze cztery zawody Pucharu Świata. Mam nadzieję, że uda mi się pojechać na trzecią olimpiadę. To na razie podstawowy cel. O innych nie chcę mówić, bo nie chcę nakładać na siebie niepotrzebnej presji - zakończyła.


