Bardzo tęskniłam za medalem - rozmowa z Aleksandra Socha, wicemistrzyni Europy w szabli

autor: Polska Agencja Prasowa | 2011-07-15, 17:11 | źródło: PAP |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

- Siedem lat bez indywidualnego medalu to szmat czasu. Zdążyłam się solidnie stęsknić za podium, dlatego moja radość jest podwójna - powiedziała wicemistrzyni Europy w szabli Aleksandra Socha. W angielskim Sheffield lepsza była tylko Ukrainka Olga Charłan.

PAP: Zdążyła się już pani nacieszyć medalem? Jak upływa dzień po zawodach?

Aleksandra Socha: Dziś jestem dużo bardziej zmęczona niż w czasie turnieju. Na planszy sił dodaje adrenalina, człowiek skupia się tylko na walce. Teraz jestem cała obolała, musiałam poprosić o masaż, by się szybciej zregenerować, trochę zrelaksować. A medalem jeszcze nie zdążyłam się nacieszyć.

Na podium wielkiej imprezy stanęła pani po siedmiu latach przerwy...

- To szmat czasu, dopiero uświadomiłam sobie, jak dawno to było, kiedy w Kopenhadze zostałam mistrzynią Europy. Rok wcześniej zdobyłam brąz mistrzostw świata. Wydawało się, że wszystko idzie we właściwym kierunku, ale... zacięło się. Były sukcesy w drużynie, ale indywidualnie na międzynarodowej arenie siedem chudych lat. Zdążyłam się solidnie stęsknić za podium, dlatego moja radość jest podwójna.

W Pucharze Świata radziła sobie pani dobrze, ale kłopoty zaczynały się, gdy przyszło walczyć o medale na imprezach rangi mistrzowskiej i igrzyskach olimpijskich...

- Stąd między innymi decyzja o wyjeździe do USA. Musiałam coś zmienić. Trenuję teraz głównie za Oceanem, w innych warunkach, innym środowisku, trochę inaczej niż wcześniej. Ta odmiana dużo mi dała, zobaczyłam, jak Amerykanie podchodzą do sportu, jak dużo znaczy odporność psychiczna, przekonanie o własnej sile. Pomogła mi też współpraca z psychologiem. To wszystko złożyło się na medal w Sheffield plus oczywiście dyspozycja dnia, bo czułam się w czwartek naprawdę dobrze.

Demony wróciły na chwilę w ćwierćfinałowej walce z Włoszką Gioią Marzoccą, kiedy od stanu 13:10 zrobiło się 13:14...

- To była masakra, w pewnym momencie zupełnie niepotrzebnie uświadomiłam sobie, że stawką jest medal, na który tak długo czekam. Emocje wzięły górę i poczułam się jakby sparaliżowana. Na szczęście w odpowiednim momencie potrafiłam przestawić głowę na właściwe tory, uspokoiłam się i zadałam dwa ostatnie trafienia.

W finale z Ukrainką Olgą Charłan szybko zrobiło się 1:7...

- Półtorej godziny opóźnienia w programie zawodów zrobiło swoje. W dodatku organizatorzy co 10-15 minut zmieniali komunikaty. Zaczęłam walkę "na śpiąco", nie byłam odpowiednio pobudzona i szybko straciłam dystans. Później odrabiałam, ale odwrócić losów pojedynku nie zdołałam. Trochę żałuję, że pierwsza w karierze porażka z Charłan przyszła właśnie w takim momencie, ale radość z medalu bierze górę. Chciałam go tak bardzo i mam!

Świetny wynik w ME znajdzie też przełożenie na awans w rankingu światowym, na podstawie którego przyznawane będą olimpijskie paszporty. Z Sheffield już znacznie bliżej do Londynu, nie tylko dosłownie.

- To drugi powód mojej wielkiej radości. Rok temu odpadłam w ćwierćfinale ME, więc teraz po drugim miejscu zyskam sporo punktów i powinnam awansować nieco z dotychczasowej 10. pozycji rankingu światowego. By wystąpić w igrzyskach, muszę być na koniec marca 2012 w czołowej "12". Droga jeszcze daleka, ale faktycznie w Sheffield zrobiłam duży krok w kierunku Londynu.

Rozmawiał: Paweł Puchalski (PAP)

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
| Drukuj

Powiązane artykuły

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.