Wydruk z portalu www.SportoweFakty.pl
Urszula Sadkowska przewracała japońskich judoków
autor: Polska Agencja Prasowa, 2010-02-08, 14:05, źródło: PAP
Codzienne kilkudziesięciominutowe biegi, treningi w siłowni i sparingi po cztery godziny - tak wyglądało dwutygodniowe zgrupowanie polskich judoczek w Yamanashi. Wicemistrzyni Europy Urszula Sadkowska rywalizowała głównie z japońskimi zawodnikami.
Oprócz niej trenowały: Małgorzata Bielak, Katarzyna Kłys, Daria Pogorzelec, Dominika Gnich, Agnieszka Podkówka, Agata Perenc i Maja Rasińska.

- Najtrudniejszy był początek, ponieważ trzeba było poradzić sobie i ze zmianą strefy czasowej, i przyzwyczajeniami treningowymi Japończyków. Ciężkie zajęcia trwają u nich po 3,5-4 godziny, więc jeśli dziewczyny zaczynały o godz. 16, to schodziły z tatami dopiero o 20. Wcześniej jeszcze biegały i ćwiczyły w siłowni - powiedział PAP trener reprezentacji Robert Radlak.

Polki ćwiczyły w najlepszym żeńskim klubie w Japonii, ale sparingi miały też z mężczyznami.

- Na treningach było po 100 osób, z którymi można było sparować. W pierwszych dniach nasze zawodniczki były poniewierane, ale później radziły sobie znacznie lepiej. Sadkowska rywalizowała głównie z chłopakami ważącymi po 120-130 kg. Najpierw rzucali nią bez litości, potem i ona stawiała zacięty opór i przewracała rywali. Generalnie z Japończykami to jest tak, że może i rzucą mocno, ale nie zrobią krzywdy - ocenił szkoleniowiec.

Jego podopieczne wróciły z Azji bez poważniejszych kontuzji. - Po 300 walkach sparingowych nie obyło się bez zdartych do krwi opuszków palców oraz siniakach na nogach. Generalnie jestem bardzo zadowolony. Efekty wspólnej pracy będą widoczne w najbliższym czasie - dodał Radlak.

W podobnym tonie wypowiadała się jedna z uczestniczek obozu, 19-letnia Perenc. - Największy nacisk kładłyśmy na randori, czyli sparingi z Japonkami. A po bardzo wyczerpujących treningach myślałyśmy tylko o odpoczynku i regeneracji sił - powiedziała PAP zawodniczka Polonii Rybnik.