Na dziś Włoszki są lepsze - rozmowa z Longinem Szmitem, trenerem polskich florecistek
autor: Polska Agencja Prasowa | 2010-11-10, 22:33 | źródło: PAP |
Polskie florecistki zdobyły srebrny medal w turnieju drużynowym szermierczych mistrzostw świata w Paryżu, przegrywając w finale z Włoszkami 37:45. - Na dziś rywalki są lepsze, ale znamy ich słabości - podkreślił trener biało-czerwonych Longin Szmit.
Polki w składzie: Sylwia Gruchała, Anna Rybicka, Karolina Chlewińska i Katarzyna Kryczało
(wszystkie Sietom AZS AWFiS Gdańsk) w drodze do finału pokonały kolejno zespoły: Węgier 34:26, Rosji 45:29 i Korei Płd. 41:37. Poprzednio stały na podium MŚ w 2007 roku w Sankt Petersburgu, kiedy zdobyły złoto.
PAP: Przed wyjazdem do Francji mówił pan, że zawodniczki są dobrze przygotowane, ale boi się, że będą za bardzo spięte.
Longin Szmit: Dziś spięte na szczęście nie były. Co więcej, walczyły odpowiednio skoncentrowane, zdyscyplinowanie, realizowały założenia taktyczne, potrafiły skorygować błędy. A niepewność przed zawodami była. Skoro od 2007 roku wyniki były słabsze niż oczekiwano, turnieje nie wychodziły, to trudno, by było inaczej. Wierzyłem jednak w dziewczyny, w naszą wspólną pracę i konsekwentnie realizowaliśmy plan. Nerwowych ruchów nie było i jak widać, to się opłaciło.
W każdym z meczów polski zespół miał swojego bohatera...
- Tak to rzeczywiście wyglądało. Najtrudniejsze wbrew pozorom było spotkanie z Węgrami, bo... pierwsze. Do tego szybko musiałem zmienić Kasię Kryczało, która jedną z walk wysoko przegrała. Weszła za nią najbardziej pobudliwa, podatna na nerwową atmosferę Karolina Chlewińska, ale okazało się, że uspokoiła mecz i koleżanki. Odrobiła kilka trafień i wygraliśmy z dość bezpieczną przewagą.
Z Rosjankami świetnie spisała się Rybicka, a z Koreankami klasą dla siebie była Gruchała...
- "Ryba" biła się w tym meczu po prostu idealnie, nadrobiła 11 punktów, ale trzeba pamiętać, że i Chlewińska nie przegrała indywidualnego pojedynku. Z Azjatkami każda z dziewczyn walczyła "swoje", ale plus 16 trafień w wykonaniu Sylwii naprawdę robi wrażenie. Na tym poziomie rywalizacji, z tak wymagającymi rywalkami to się rzadko zdarza.
Finał rozpoczął się idealnie. Po dwóch walkach Polki prowadziły 10:3...
- I wtedy zaczęły się kłopoty, bo Włoszki natychmiast zmieniły taktykę, a moje dziewczyny dostosowały się do niej zbyt wolno. Zamiast korzystając z przewagi skupić się na defensywie i wyczekiwaniu na błędy przeciwniczek, chciała dalej atakować i role się odwróciły. Później udało się jeszcze zmniejszyć straty, ale na dogonienie nie było już szans.
Włoszki wydają się na dziś poza zasięgiem...
- Na ten moment są lepsze, ale nie tak wyraźnie jak może się wydawać. Udało im się wielkie indywidualności połączyć w świetny zespół. Ale i one mają słabsze strony, a my je znamy. Będziemy usilnie pracować, by dobrać im się do skóry. I to jak najszybciej.

