Wydruk z portalu www.SportoweFakty.pl

Byłem bezradny, nic mi nie wychodziło - rozmowa z Rafałem Jackiewiczem, polskim bokserem wagi półśredniej

autor: Polska Agencja Prasowa | 2010-09-05, 12:05 | źródło: PAP

Rafał Jackiewicz przyznał, że był słabszym bokserem i zasłużenie przegrał na punkty (111:117, 114:114, 111:117,) walkę ze Słoweńcem Dejanem Zaveckiem o mistrzostwo świata federacji IBF w wadze półśredniej. Pojedynek odbył się w sobotni wieczór w Lublanie.

PAP: Nie może mieć pan zastrzeżeń do niekorzystnego werdyktu...

Rafał Jackiewicz: Oczywiście, że nie. Przegrałem z Zaveckiem, a najtrudniej jest odpowiedzieć - dlaczego?

Jakich powodów pan się doszukuje?

- Mam za sobą najlepszy i najcięższy obóz przygotowawczy, najlepsze sparingi, najlepszą wagę, z której zbijaniem wcześniej przecież były problemy. Wszystko wyglądało jak w bajce. A tymczasem taka porażka. To, że rywalizowałem na wyjeździe, że przeciwko mnie była kilkunastotysięczna publiczność, to mi nie przeszkadzało.

Nie poradził pan sobie z presją związaną ze stawką walki? Wcześniej mistrzami świata było tylko trzech Polaków - Tomasz Adamek, Dariusz Michalczewski i Krzysztof Włodarczyk.

- Chyba wziąłem sobie na głowę za dużo spraw, za bardzo chciałem zwyciężyć. Za wszelką cenę pragnąłem zdobyć pas IBF. Na pewno nie zlekceważyłem Dejana. Ale jak się nie wykonuje założeń taktycznych, nie ma mowy o sukcesie.

Jaki był plan na pojedynek?

- Miałem nie stać i nie przyjmować ciosów, przerywać serie Zavecka. A sam uderzać lewym prostym, lewym hakiem na dół. Wydaje mi się, że w Katowicach (prawie dwa lata temu Jackiewicz pokonał Zavecka na punkty, a stawką było mistrzostwo Europy - PAP) Słoweniec więcej atakował. Teraz jakoś nie pasował mi stylowo.

W defensywie spisywał się pan dobrze, ale rzadko poważnie zagroził przeciwnikowi.

- Bardzo chciałem atakować, ale jakoś nie mogłem się zebrać. Czułem się bezradny, nic mi nie wychodziło. Tylko dlaczego w tak ważnej walce?

Przewaga fizyczna Zavecka miała wielkie znaczenie?

- Mocno bił, czułem jego ciosy. Czasem były to takie śmieszne, "machane" uderzenia. W którejś z rund walnął mnie głową, krew zaszła mi na oko, lecz to też żadne usprawiedliwienie. Nie byłem sobą wczoraj.

Które rundy pan wygrał?

- Czułem, że jest źle, że przegrywam kolejne starcia. Wkurzałem się, że nie mogę odwrócić losów potyczki.

Dlaczego w końcówce nie zerwał się pan do szaleńczego ataku? Tylko nokaut mógł zapewnić panu wygraną.

- Próbowałem, jednak nic mi nie szło. Bardzo mi żal tej walki, miałem taką szansę na
mistrzostwo świata.

Zaveck nie "spuchł", wytrzymał 12 rund w bardzo dobrym tempie.

- Wiedziałem, że kondycyjnie i szybkościowo obaj jesteśmy świetnie przygotowani, ja jestem lepszy technicznie, a on siłowo. Pytanie było, kto utrzyma swoją taktykę. Zaveck to zrobił, mimo że przed pojedynkiem musiał ostro zbijać wagę.

Co mówili w szatni trenerzy Fiodor Łapin i Paweł Skrzecz?

- Nie było kłótni, nie było też pocieszania. Po prostu cisza.