Szer. Wieszczek-Kordus musi nadrobić ... strzelanie
autor: Polska Agencja Prasowa | 2010-08-31, 17:36 | źródło: PAP
Szeregowiec zawodowy Agnieszka Wieszczek-Kordus (WKS Grunwald Poznań) musi nadrobić zaległości w strzelaniu. Brązowa medalistka olimpijska w zapasach przyznała, że żołnierz musi systematycznie odwiedzać strzelnicę, a ona ostatnio nie miała na to czasu.
- Od czerwca jestem na etacie wojskowym, w Zespole Sportowym Sił Powietrznych, którego bazą jest lotnisko w Krzesinach pod Poznaniem. Szybko zaadaptowałam się w nowym środowisku i jestem dumna, że służę w armii. Kilka razy w miesiącu mam 24-godzinną służbę w jednostce. Teraz muszę nadrobić zaległości w strzelaniu, bo byłam na zgrupowaniu w Manchesterze, a dwa tygodnie temu startowałam w wojskowych mistrzostwach świata CISM w Lahti - powiedziała PAP Wieszczek-Kordus.
Z Lahti, gdzie w 1978 roku Józef Łuszczek wywalczył w biegu narciarskim dwa medale (złoty na 15 km i brązowy na 30 km) mistrzostw świata, wróciła z brązowym krążkiem, który zdobyła w kategorii 72 kg.
- Do Finlandii jechałam z zamiarem wywalczenia złotego medalu. Niestety, nie udało się. Z mistrzynią świata z 2005 roku z Budapesztu Amerykanką Iris Smith i Chinką Lijun Yang, przegrałam minimalnie. Mimo to patrzę w przyszłość z optymizmem, gdyż trener uważa, że wszystko jest na dobrej drodze do londyńskich igrzysk - zaznaczyła 27-letnia zapaśniczka, matka 8-miesięcznej Gabrysi, która dopiero w kwietniu wznowiła treningi, a niedawno jeszcze karmiła piersią córeczkę.
Jak dodała, zdaniem szkoleniowców poczyniła duże postępy w technice. "Jeśli wzmocnię się fizycznie oraz wyeliminuję drobne błędy, jestem w stanie wygrywać z najlepszymi w mojej kategorii".
Istotny problem tkwi obecnie w "masie". - Postaram się, by ją szybko odbudować do okresu pekińskich igrzysk. Zdrowie dopisuje, a wydolność organizmu systematycznie wzrasta. W Grunwaldzie mam znakomitą opiekę trenerską. Poza tym Arek, mój mąż, również zapaśnik, czuwa, abym w domowej siłowni uzupełniała klubowy trening - powiedziała Wieszczek-Kordus.
Przyznała, że czasami nie bardzo się jej chce, jednak mąż nie bierze tego pod uwagę. - Trochę sobie pomarudzę, pogadam, ale w końcu posłusznie idę na piętro i realizuję zaplanowany przez mojego domowego trenera zestaw ćwiczeń. Arek zna się na rzeczy. Niedawno był drugi w turnieju w Dortmundzie.
Na zgrupowanie przed mistrzostwami świata wojskowych, które zorganizowano w Manchesterze, zabrała córeczkę, a także swoją mamę mieszkającą w Wałbrzychu.
- Na co dzień w wychowaniu Gabrysi, która jest dzieckiem energicznym i wesołym, pomaga mi też teściowa. Bez ich pomocy nie mogłabym trenować tak, jak sobie zaplanowałam - podkreśliła.
Od trzech miesięcy nie jest już zawodniczką Herosa Czarny Bór k. Wałbrzycha, w którym rozpoczynała karierę zapaśniczki.
- O rozstaniu z macierzystym klubem zadecydowała przede wszystkim przeprowadzka do Swarzędza. Istotne znaczenie miały też kwestie finansowe. Nie znalazło się dla mnie stypendium - z miasta bądź klubu. Trochę mnie to zabolało, ale teraz już nie mam do nikogo żalu, a z trenerem Dariuszem Piaskowskim rozstałam się w zgodzie. Zaznaczam, że dalej będę wspierać Czarny Bór. Na przykład użyczyłam swojego wizerunku do reklamy wody mineralnej, która przez uzdrowisko jest dostarczana bezpłatnie do klubu - wspomniała.
Zaznaczyła, że w Grunwaldzie czuje się dobrze. - Na co dzień prowadzi mnie trener Mieczysław Chomicz, z którym ciężka praca jest przyjemnością. Czasami ćwiczę z Moniką Michalik; poza tym jest tu wielu doświadczonych i utytułowanych zawodników więc mam się od kogo uczyć. Szefem sekcji i wiceprezesem klubu jest czołowy zapaśnik świata przełomu lat 70. i 80. Władysław Stecyk. Startował w trzech turniejach olimpijskich: Montrealu, Moskwie (srebro) i Seulu. Dziesięć razy był mistrzem Polski.

