Adamek chce ze mną walczyć? Naprawdę? - rozmowa z Nikołajem Wałujewem
autor: Polska Agencja Prasowa | 2009-11-13, 22:14 | źródło: PAP |
O propozycji ze strony Tomasza Adamka, możliwości stoczenia walki stulecia w Rosji i debiucie w roli... aktora - mówił w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej jeden z najsłynniejszych bokserów świata, 36-letni Nikołaj Wałujew.
W piątek Rosjanin przyleciał do Polski na Festiwal Filmów Rosyjskich "Sputnik nad Warszawą". W "Kamiennym łbie", w reżyserii Filipa Jankowskiego, Wałujew wcielił się w postać głównego bohatera - pięściarza.
Jak długo przygotowywał się pan do debiutu filmowego?
- Długo czytałem scenariusz, żeby zrozumieć sytuację głównego bohatera. Z pewnością to było bardzo trudne, a zarazem ciekawe dla mnie doświadczenie, choć nieporównywalne do walki ringowej.
Dzięki udziałowi w filmie po raz pierwszy przyjechał pan do Polski.
- Tak, wcześniej nie byłem u was. Wiem, że organizowany jest turniej imienia Feliksa Stamma, ale ja jako bokser stoczyłem tylko 15 pojedynków, więc nie miałem okazji w nim boksować.
Oglądał pan walkę Tomasza Adamka z Andrzejem Gołotą?
- Nie widziałem jej, ale wynik znam. Zresztą to jedyni polscy pięściarze, których kojarzę.
Adamek tym pojedynkiem zadebiutował w wadze ciężkiej. Twierdzi, że za rok będzie gotowy na konfrontację z Nikołajem Wałujewem.
- Naprawdę, tak uważa...?! Pierwszy raz słyszę o jego deklaracji.
Gołota powinien zakończyć karierę?
- Nie wiem, on sam musi zdecydować, czy będzie jeszcze boksował, czy definitywnie kończy.
W Polsce potyczkę Adamka z Gołotą okrzyknięto walką stulecia. Z kim musiałby pan rywalizować w ojczyźnie, aby w podobnym tonie pisały rosyjskie media?
- Z nikim, nie zdecydowałbym się na walkę z żadnym rodakiem.
Idealnym kandydatem wydaje się Aleksander Powietkin, typowany na przyszłego mistrza świata?
- Z Saszą nie będę boksował, bo to mój przyjaciel. Ale stanąłbym w ringu przeciwko ukraińskim braciom Kliczko.
Bardzo boli porażka sprzed kilku dni z Davidem Haye?
- Tak naprawdę w tej walce nie było boksu. Zawsze kojarzyć mi się będzie z zawodami lekkoatletycznymi, bo to było bieganie, bieganie i jeszcze raz bieganie. Nie mogę powiedzieć, że wygrałem, ale też nie mogę powiedzieć, iż przegrałem. Nie czułem się przegrany. O werdykcie decydują sędziowie.
Haye przyjął świetną taktykę. Nie chciał wdać się w wymianę ciosów z zawodnikiem wyższym o ponad 20 centymetrów.
- Będę go źle wspominał jako człowieka (Haye wielokrotnie przed walką słownie obraził Wałujewa - PAP). Z jednej strony naturalnym w sporcie byłby rewanż, ale z drugiej - nie mam ochoty mieć z nim więcej do czynienia, nawet w ringu.
Tak naprawdę ile ma pan wzrostu? Media podają od 213 do 219 cm.
- 213 cm.
Jako dziecko marzył pan o karierze boksera czy koszykarza?
- To się zmieniało, bo przez pewien czas trenowałem też lekkoatletykę. Dopiero w wieku 20 lat postanowiłem, że zostanę bokserem. Wiem, że późno, lecz tak wyszło.
Pana rodzinny dom znajduje się w Sankt Petersburgu. To jedyne miasto, w którym mógłby pan mieszkać?
- Bardzo dobrze czułem się również w Norymberdze.
Nauczył się pan języka niemieckiego?
- Nie mogę powiedzieć, że znam go biegle, ale rozmawiam i rozumiem, co się do mnie mówi w tym języku.
Kilkanaście miesięcy temu Adamek, o którym już rozmawialiśmy, spakował walizki i pojechał z całą rodziną do USA, aby tam kontynuować karierę bokserską. Pan postąpiłby podobnie?
- Nie, do Stanów Zjednoczonych nie wybiorę się. Tylko nie tam. W Niemczech podobało mi się i tam mógłbym zostać.
Rozmawiał: Radosław Gielo (PAP)


